Mój drugi maraton „zaliczony”! To właśnie bardzo odpowiednie słowo że zaliczony, bo czas 5:00 jakimś specjalnym powodem do dumy nie jest, choć sam fakt pokonania takiego dystansu jakim jest 42km już tak ;) Biegłem z nie całkiem sprawną prawą nogą, której brakło kilku dni (może tygodnia) żeby doszła do siebie. Jednak z powodu tej niesprawności, ostatnio wcale nie biegałem co też pewnie odbiło się na formie. Przed startem zresztą wszystkim tłumaczyłem, że ja biegnę tylko testowo, bo nie wiadomo jak się da z kontuzją, że spróbuję tylko minimaraton, że jak się uda to połówkę (co się przebiegnie to organizator później zaliczy jako oficjalne), a w ostateczności cały maraton (chyba podświadomie i tak byłem pewny że będzie to ostatnie ;) ).

Andrzej-Polonski-na-8-radomski-maraton-trzezwosci

Martwi mnie to, że przydarzyło mi się dokładnie to co na Maratonie warszawskim (czas 4:01), że mniej więcej po 25km łapie mnie ból lewego kolana, który prawie uniemożliwia bieg, i nie jest to jakaś złapana w czasie biegu kontuzja, bo na drugi dzień nie ma po niej śladu. Na szczęście jest internet i doczytałem że jest to często zdarzająca się przypadłość, i jak sobie z tym radzić KLIKNIJ TUTAJ

Ponieważ biegłem zdecydowanie wolniej niż na warszawskim, nie wystąpiło to tak ostro, no ale biorąc pod uwagę że prawa noga była słaba a do tego doszła ta lewa, to już zupełnie ciężko było, i ze dwa albo trzy kilometry przemaszerowałem pod koniec po prostu, nawet iść ciężko było. Jednak w sumie było super przez cały czas, wolniejsze bieganie też ma swoje plusy, więcej można rozmyślać i rozglądać się wokół, na wszystko jest czas. Nie miałem takich czarnych myśli jak na pierwszym typu: „Boże! Co ja tutaj robię!” albo „Jak to dobrze! Jak to dobrze! że ja się na żaden następny maraton nie zapisałem! (ze zmęczenia nie pamiętałem że byłem już zapisany wtedy na radomski ;) )”. Kilku kolegów debiutowało obok mnie, Michał Nowotnik​, Mirek Morawski​, Jurek Stobiecki, … Szczególnie Michałowi należą się słowa uznania, którego przed maratonem chyba starałem się przestraszyć, mówiąc mu coś takiego…”Michał wyobraź sobie jak biegniesz maraton, przypomnij sobie jak biegasz połówkę, dodaj do tego jak się czułeś po jakimś wybieganiu, wyobraź sobie jeszcze dodatkowe 12km których nigdy przecież za jednym zamachem nie zrobiłeś, wyobraź sobie jak będzie trudno…. dobrze sobie ten stopień trudności wyobraź… a teraz pomnóż go razy dwa, i to będzie bliższe temu jak to będzie faktycznie ;) ) czas Michała to 4:19 i to powód do dumy myślę.. W każdym razie nie było źle, po maratonie czuję się dobrze, już myślę o następnym, nawet dziś zgadałem się z rodzinką w Irlandii ( Oliwia Osuch​, chyba niedługo was odwiedzę ;) ), że razem weźmiemy udział w Tralee International Marathon w marcu 2014. http://www.traleemarathon.com Fajnie byłoby gdyby zebrać jakąś większą grupkę.. już nad tym pracuję ;)

Opublikowano w dziale: Bez kategorii

Napisz komentarz...



1 × = dwa