Kochani! Postanowiłem po dłuższej przerwie, gdy zajmowałem się głównie fotografowaniem, zamieszczaniem zdjęć kolegów – pielgrzymów, wreszcie zająć się sobą, i znaleźć choć kilka własnych, nielicznych zresztą, bo skoro sam fotki robiłem, to raczej się na …nich nie znajdowałem, na szczęście od czasu do czasu, jakaś dobra dusza brała mój aparat i coś pstrykała zdjęć.Skupiłem się tylko na ostatnim dniu, o pozostałych później.

Najbardziej tego dnia, tak mnie jak i pewnie wam, zapadł w pamięć moment wyruszenia w drogę, o tak wczesnej porze, jak chyba nigdy w moim życiu. Być gotowym 5.15 do startu, gdy poprzedniego dnia padało się ze zmęczenia, a tu trzeba było się spakować, umyć, ogolić, zjeść śniadanie, to naprawdę niełatwe…Biegniemy wśród łąk i pól, spowitych mgiełką, pełnych porannej rosy, czekając na wschód słońca, który zastanie nas w biegu… pierwsze promienie, coraz jaśniej, cieplej, coraz radośniej na duszy, a to tylko początek dnia, w którym ma dziać się dużo więcej.

W dali widzimy maszerujące piesze pielgrzymki, które doganiamy, i witani owacyjnie radosnymi okrzykami, oklaskami, wyprzedzamy! Tylko biegacz zrozumie, jaką radość czuje się przy czymś takim, że jest się szybszym, i choć bardziej zmęczonym, jednak za to pierwszym przed kimś.Mijamy takich pielgrzymek kilka, może i dziesięć, za każdym razem słyszymy taki sam aplauz.

Gdy wbiegamy na polanę, gdzie kończy się nasz bieg, gdzie niebawem odprawiona będzie Msza Św. czujemy się choć zmęczeni, jak ktoś szczęśliwy, że właśnie coś wygrał. Ja czuję to samo, choć wiem, że jeszcze spory szmat drogi przed nami, podwójnie trudny, bo pieszo. Wbrew pozorom, biegacz, dwa razy bardziej wolałby biec, niż iść, bo go to bardziej męczy.

Spocony, ale mamy czas na przebranie się, obok płynie rzeczka… w zasadzie to jaka tam rzeczka! To Warta! i wcale nie taka mała! Jest pomost, jeden kolega jest już w wodzie, zrzucam rzeczy i szybko wskakuję i ja, zanurzam się cały, nurkuję i czuję się jakby wszystkie troski, wszystko co niedobre, spłynęło ze mnie, razem z tą płynąca (prąd rzeki nie jest może szybki, ale wolny też nie) wodą. Chlapię się chwilę i całkiem odświeżony wychodzę. W nogach mam już dziś prawie 20km, więc taki relaks w wodzie, działa naprawdę jak balsam..

Później Msza Św. wszyscy skupieni, zasłuchani, wszystko dzieje się na świeżym powietrzu, w blasku słońca, wrażenia niesamowite… Wymarsz idziemy dość długo po gruntowej drodze, po kamieniach, docieramy na Przeprośną Górkę, gdzie wszyscy podają sobie ręce, przepraszając się za wszystko, nawet jeśli nie mają za co, jest przy tym trochę śmiechu, bo niektórzy przepraszają (szczególnie chłopaki dziewczyny ) baaardzo wylewnie Dalej docieramy na polanę, gdzie zarządza się przerwę, jemy jakieś drugie śniadanie, rozdają jagodzianki, odpoczywamy na trawie przy lesie, ja próbuję złapać zasięg, ale jak i przez poprzednie dwa dni, zasięgu, i neta, jak na lekarstwo.

W końcu ostatni etap, idziemy już bardziej normalnymi drogami, docieramy do granic miasta, idzie się już zupełnie łatwo (choć biegaczowi taki marsz wydaje się trudny jak dia.. tfu, jak coś trudnego po prostu )
Docieramy do Alei, widzimy już wyraźnie Jasną Górę Jesteśmy coraz bliżej, robimy sobie zdjęcia, grupowe i pojedynczo, nawet ja się załapuję, przekazując komuś aparat, od czasu do czasu ktoś zainicjuje jakiś wspólny taniec w kole, lub inną zabawę, to najprzyjemniejszy moment tej części naszej wędrówki.

PIELGRZYMKA-BIEGOWA-RADOM-CZESTOCHOWA-2013-BIEG (19)Pod samymi murami, jesteśmy witani przez oficjeli, na trybunie honorowej widzimy Prezydenta Miasta Radomia, Andrzeja Kosztowniaka, i czujemy się trochę jak w domu. W końcu udajemy się do plicy by pokłonić przed cudownym Obrazem Matki Bożej .. Teraz czas jakby nagle przyśpieszył, jeszcze kilka chwil i już po wszystkim.. Kto wcześniej wyciszył się i skupił, przeżył tych kilka chwil głęboko, kto się zapomniał i jak biegacz przebiegł szybko, w pewnej chwili zorientował się, że nie ma jak już wrócić, by to powtórzyć. Jednak każdy w jakimś stopniu na pewno zdążył… To były niesamowite przeżycia, natury tak duchowej, jak i związane z bardziej przyziemnymi sprawami, bliskimi sercu każdego biegacza. To był bardzo dobry dzień, taki jak i poprzednie dwa. Mam nadzieję spotkać się tu w takim samym, lub liczniejszym gronie biegaczy, za rok!
….
Miałem tu napisać raczej o sobie, zamieszczając takie też zdjęcia, jednak gdy już to zrobiłem to okazuje się, że tylko częściowo to się udało Chyba po prostu nie da się, nie mogę tylko o sobie zamieszczając tylko swoje zdjęcia, bo jestem po prostu częścią naszej grupy, i gdybym był sam, byłbym niepełny. Po prostu nie ma takich zdjęć, i nie ma takich przeżyć, gdzie was nie ma, i taką puentą, kończę ten przydługi (wybaczcie ) wpis.

Do zobaczenia (na jakimś wspólnym biegu ) wkrótce!

 

Opublikowano w dziale: BBL, bieganie

Napisz komentarz...



dwa + 5 =