UWAGA! BBL jak ostatnio – „na Energetyku” – w Zespole Szkół Technicznych przy Limanowskiego 26/30.

Motto igrzysk olimpijskich, używane już od ponad 100 lat brzmi – Citius – Altius – Fortius, co w tłumaczeniu z łaciny oznacza: szybciej – wyżej – mocniej. Treść tego hasła odnosi się nie tylko do wysiłku fizycznego ale obejmuje też cele moralne i estetyczne… Jednak inną, równie często używaną sentencją, jest „Najważniejszą rzeczą w Igrzyskach Olimpijskich jest nie zwyciężyć, ale wziąć w nich udział, podobnie jak w życiu nie jest ważne triumfować, ale zmagać się.”

Gdyby nie to drugie, to większość z nas, nie widziałaby większego sensu, w startach w naszych zawodach. Choćby w ostatnich zmaganiach na osiedlu Południe, w Grand Prix, wzięło udział kilkadziesiąt osób, a uhonorować można tylko trzy! Pierwsze miejsce, drugie i trzecie jest tylko dla 3 osób! Co prawda są jeszcze zwycięzcy w kategoriach wiekowych, ale jednak wiele to nie zmienia.

Dlatego ja, chociaż wydaje się, że nie mam absolutnie żadnych szans na jakieś wysokie miejsce, i tak trenuję i biegam coraz to szybciej i więcej ;) Warto sobie postawić jakieś mniejsze cele (np. pościgać się i wygrać z kolegą Mirkiem ;) … może wkrótce :) ) by przesunąć się wyżej w klasyfikacji, lub przyjrzeć się swojej kategorii wiekowej, jak pewnie niewiele nam brakuje, do wyprzedzającej nas w niej osoby.

Jednak bardzo miło jest zdobywać różne trofea i puchary, ostatnio koledzy biegacze często zapraszają mnie do siebie, i czuję, że przeciętny biegacz (szczególnie „niedzielny” ;) ), mógłby po naoglądaniu się ich pucharów, prawie wpaść w kompleksy! ;) Na szczęście ja jestem w o tyle lepszej sytuacji, że trochę różnych pucharów, co prawda w zupełnie innej dyscyplinie sportu, już zdobyłem :) i chciałbym się w tym miejscu trochę jak taka samochwała – pochwalić :)

Otóż są to trofea, zdobyte w strzelectwie sportowym, głównie w konkurencjach z broni krótkiej, pistoletu centralnego zapłonu (kal.7,62mm-9,65mm), rzadziej pistoletu sportowego (kal. 5,6mm) i całkiem mało z pneumatycznego. Co ciekawe, puchary które widzicie na zdjęciach, są głównie za 1-sze miejsca! jakoś jak już za coś się brałem, to byłem najlepszy a nie prawie. Było to już ładnych kilka lat temu, jednak po okresie fascynacji tym sportem zarzuciłem to, m.in. zniechęciły mnie formalności przy uzyskiwaniu pozwolenia na broń, niezbędne, gdy kolega który przechowywał dla mnie pistolet na zawody, wyprowadził się z miasta.

puchary-strzelectwo-andrzej-polonski-strzelanie

Nie były to też, takie zupełnie lokalne zawody, oprócz Radomia startowaliśmy na śląsku, w Rybniku, Świętochłowicach, na ziemi świętokrzyskiej, w Warszawie i Legionowie, Zegrzu i w paru jeszcze miejscach, nawet już dokładnie nie pamiętam.

Jednak najmilej wspominam, zawody w Rybniku, gdzie jako nagrodę zdobyłem replikę japońskiej katany :) To były naprawdę trudne zawody, startowała może setka osób, udział brał lokalny mistrz – Henryk Salbert. Plotka głosiła wręcz, że ten miecz, specjalnie dla niego wykuto w rybnickiej hucie, oprócz tego przygotowano wiele innych atrakcyjnych nagród, jednak wisienką na torcie, była właśnie ta katana. Mistrz był w tak świetnej formie, że nikt nie dopuszczał nawet myśli, że ktoś może być tego dnia lepszy, tym bardziej, że jedną z konkurencji, (do ostatecznego wyniku, liczyła się suma dwóch albo trzech konkurencji) było dość nietypowe szybkie strzelanie z pistoletu pcz (normalnego dużego wojskowego pistoletu) do tarczy TS-2, z limitem czasu 60 sekund i 10 strzałami. W takiej tarczy dziesiątka, to niewiele większy obszar niż pięciozłotówka. Mistrz i inni lokalni strzelcy, wiedzieli dużo wcześniej jaka będzie konkurencja i mogli ją sobie spokojnie wiele dni wcześniej potrenować, ja zaś poszedłem na to z marszu. Prawdę powiedziawszy, to właśnie tą konkurencją pogrążyłem innych, bo miałem 97 punktów /100, to naprawdę można porównać, nawet do słynnej sceny z „Zabójczej Broni”, jak Mel Gibson wystrzeliwuje na tarczy twarz i uśmiech :)

Co ciekawe strzelałem z pistoletu Made in Radom :) z łucznikowskiego P-83 (9 mm) takiego trochę nietypowego, z nieco dłuższą lufą, jednak jakościowo, choć bardziej należałoby powiedzieć prestiżowo, o całe lata świetlne od broni innych strzelców (kilkukrotnie też od tamtych tańszego). A jednak dałem radę, i byłem najlepszy :)

Mimo wszystko, warto czasem wziąć udział w rywalizacji w czymś, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy, choćby to były szachy (w których dobry jest Michał – ciekawostka! mamy pomysł na bieganie mające coś wspólnego z szachami! ;) ), czy narty, siatkówka albo inna gra. Miło jest okazać się czasem lepszym od kolegi, nawet jeśli za kilka dni, kolega z kolei będzie przed nami. Mnie jednak teraz, najbardziej zajmuje bieganie, i rywalizacja choć w tej cząsteczce, tym fragmencie tabeli wyników, w tej kategorii, której jestem w stanie dać radę.

Polecam do przemyśleń i refleksji.

Tymczasem już mentalnie przygotowywuję się na jutrzejsze „Biegam bo Lubię”, na pewno będzie znów niepowtarzalnie i superowo! Do jutra!

Opublikowano w dziale: BBL, bieganie

3 Responses so far.

  1. Mirek pisze:

    Andrzej w klasyfikacji GP to już mnie wyprzedziłes

  2. Andrzej pisze:

    Tylko dlatego, że na ostatnim biegu nie byłeś, czyli liczy się jakby mniej :( ale jednak jestem trochę wyżej :)

  3. Mnichał pisze:

    Andrzej, życzę Ci dużej i stale rosnącej satysfakcji z biegania. Jeśli codziennie będziesz ciut lepszy od siebie, to nie wiadomo kiedy staniesz się lepszy od innych.
    Ja ostatnio biegam trenuję z kolegą, który dochodzi do siebie po skręceniu kostki. Jest to dla mnie kształcące. Nauczyłem się przy nim trenować wolno, robić wybiegania. Do tej pory za bardzo się forsowałem, przez co miałem kłopoty z utrzymaniem regularności.
    A już jutro BBL, jak fajnie!

Napisz komentarz...



trzy × 1 =